Stukot kopyt Dellie o twardą nawierzchnię obudził mnie do
reszty. Słońce świeciło niemiłosiernie, niemal oślepiając. Moje myśli były
nieskładne, nie pamiętam nic z ostatniej godziny. Jedno tylko było pewne -
muszę dotrzeć do domu i zawartość fiolki dolać Azazelowi do napoju. Uczepiłam
się tego i za nic nie chciałam puścić - jak głodne zwierze pojmujące ostatnią
szansę na obiad. Klacz sama wiedziała, gdzie ma jechać. Ja w tym czasie
rozważałam.
Próbowałam wrócić myślami do momentu, gdy wyruszyłam z domu.
Jak przez mgłę, ale pamiętam. Później... później pamiętam jedynie ten sam
dźwięk co teraz - stukot kopyt - i nic więcej. Im więcej o tym myślałam, tym
bardziej bolała mnie głowa.
Nagle dotarło do mnie jedno wspomnienie, na krótką chwilę.
Czarne, głębokie oczy, które jakby patrzyły wprost na moją duszę. Przed nimi
nie ma mowy o ukryciu czegokolwiek. Serce skoczyło mi do gardła. Zaczęłam
drżeć, ni to z zimna, ni to z przerażenia. Z minuty na minutę jednak moje serce
się uspokajało. Wkrótce zaczęłam dostrzegać zarysy domu, a z każdym krokiem
stawał się coraz wyraźniejszy. Wzięłam głęboki wdech, żeby się uspokoić. Nie
wiem dlaczego, ale czułam, że nie mogę nic dać poznać po sobie. Wjechałam na
posesję, a Azazel od razu do mnie podbiegł.
-He... - spojrzał na mnie, lustrując mnie wzrokiem.
-No co się tak patrzysz? - mruknęłam.
-Co ci się do cholery jasnej stało?! - wykrzyknął, patrząc
na mnie. Obrzuciłam go tępym wzrokiem.
-Ale o co ci chodzi?
-Wyglądasz... -zawahał się - Inaczej!
Zeskoczyłam z grzbietu Dellie. Poklepałam ją po szyi kilka
razy, po czym ręką wskazałam na stajnię. Nie musiałam jej powtarzać tego - od
razu pognała do boksu.
Odwróciłam się w jego stronę.
-Nic mi nie jest. Może pójdziemy się napić? - szybko
zmieniłam temat i nie czekając na odpowiedź pognałam do domu. Poszłam do
łazienki i spojrzałam w lustro.
-O rzesz ty... - wymamrotałam. Miałam rozcięte czoło, włosy
przedstawiały obraz nędzy i rozpaczy. Chociaż nie tylko one - cała byłam posiniaczona
i wszędzie miałam rany, zadrapania. Ubrania były w kilku miejscach podarte.-Co
mi się stało... - Oparłam się o umywalkę, znów próbując powrócić do tamtych
chwil. Poza kolejnymi zawrotami głowy nic innego się nie pojawiło. Szybko
przemyłam twarz, zmywając krew, przebrałam się tak, by nie było widać większości
siniaków. Wyszłam z łazienki, a w kuchni czekał na mnie Azazel, wpatrując się
wciąż. Odwróciłam wzrok i wymamrotałam.
-Zrobię nam kawy.
Skinął głową i usiadł. W kieszeni ciążyła mi fiolka. Nie
wiedziałam, skąd się wzięła u mnie w kieszeni. Z czego jest zrobiona. Ani, co
mnie najbardziej przerażało, dlaczego wciąż po głowie ciążył mi fakt, że
koniecznie muszę to dać chłopakowi. Moje ręce same działały - wyjęły powoli
fiolkę, otworzyły ją i dolały do jednej z kaw. Zaniosłam obie na stół, z lekkim
uśmiechem.
-Ann, na pewno się dobrze czujesz? - zapytał.
-Tak, tak. Zmęczona po prostu jestem... - odrzekłam
wymijająco i napiłam się. To samo on zrobił. Przelotnie na niego spojrzałam,
ale po chwili straciłam go z pola widzenia. Spadł z krzesła na ziemię, trzęsąc
się.
-Azazel?! - krzyknęłam. - Co ja narobiłam...
~ * ~
-To było wspaniałe! - wykrzyknął ktoś, w momencie gdy na
ciemnym placu, z nieczynną fontanną, dojechał mężczyzna na karym koniu, ubrany
na czarno. Roztaczał wokół siebie niesamowicie straszną aurę. A jego czarne
oczy, które z niezwykłą dokładnością lustrowały otoczenie, a duszę przewiercały
na wylot. Mężczyzna rozejrzał się wokół. Przed nim stał opuszczony pałacyk, do
którego wejście mogło się zakończyć atakiem starych belek. Mimo tego miał swój
urok - dawniej musiał być naprawdę piękny.
-Ta dziewczyna... - zaczął - coś mi mówi, że przysporzy mi
kłopoty.
-Mogłeś ją, panie, od razu...
-Nie. Jeszcze nie - przerwał mu. - Jeszcze mi się przyda. -
sługa skinął głową i bez słowa zrobił parę kroków w tył, chowając się w cieniu.
Mężczyzna zwrócił swego rumaka na ścieżkę i pogalopował bez słowa. Już po
chwili zniknął z pola widzenia, dając wrażenie, że rozpłynął się we mgle.
~ * ~
Chłopak gwałtownie otworzył oczy, biorąc kilka głębszych
wdechów. Rozejrzał się po pokoju, gdzie panował półmrok.
-Co się stało? - zapytał, trzęsąc się lekko. Obudziłam się
nagle i spojrzałam na niego.
-Jeszcze raz mnie tak wystraszysz, a cię zabiję...
-To groźba czy obietnica? - uśmiechnął się słabo. Chyba
raczej nic mu już nie jest - Czuję się jak po ostrej imprezie...
-A pamiętasz, co się działo?
-Nie. Przecież ci mówię, że jak po imprezie. Przerwa w
filmie, długa jak reklamy w Polsacie.
-Witamy na nowo Azazela.. - mruknęłam.
-A ja gdzieś poszedłem w ogóle?
-Można tak powiedzieć.
-Dobra, a to opowiesz mi, co się działo czy zostawisz
tajemnice z imprezy dla siebie? Tylko pamiętaj, z imprezy zawsze są zdjęcia,
więc jak ty mi nie powiesz, to one na pewno.
-To groźba czy obietnica? - spytałam, z podstępnym
uśmiechem.
-To mój tekst - prychnął. Przewróciłam oczami. - A wracając
do tematu: jak mi sama nie powiesz, to się sam dowiem. Tylko już bez twojej
zgody.
Westchnęłam i powiedziałam mu wszystko, co wiem. Za wiele
tego nie ma.
-To by wyjaśniło, dlaczego wyglądasz...
-Nie kończ -ucięłam
-No... Wyglądasz.
-Oh, siedź cicho już - mruknęłam i wstałam. - W łazience
masz jakieś świeże ubrania, weź prysznic czy coś, a ja czekam u siebie.
15 minut później wszedł Azazel do pokoju. Usiadł obok mnie.
-To co? Weekend...
-To co? Długie przejażdżki... - odrzekłam, spoglądając na
niego z błyskiem w błękitnych oczach.
-Jedziemy?
Nie potrzebowałam nic więcej. Niemal biegiem popędziłam do
stajni. Chłopak próbował dotrzymać mi kroku. Szybko naszykowaliśmy konie i
pojechaliśmy.
-Ścigamy się do końca drogi! - oznajmiłam, poganiając konia.
-To nie fair! - rozległ się krzyk za mną.
Na jeden, krótki moment nawiedziły mnie czarne oczy. Znowu.
Zachłysnęłam się ze strachu. Dell też zaczęła wariować; zatrzymała się najpierw
gwałtownie, potem wierciła się i chciała się wrócić. Udało mi się ją uspokoić.
Azazel patrzył się na mnie zaniepokojony.
Pokręciłam głową jedynie.
Daaaaawno nic tu się nie działo, jednak natłok szkoły, nauki, sprawdzianów... Nie wyrabiam!
Jednak udało mi się w końcu coś napisać, więc o to jest :3
No, a teraz pisz dalej, bo po takiej długiej przerwie zaczęłam się już gubić xD
OdpowiedzUsuńNapisze, jak czas znajde i wene xD
UsuńRozdział intrygujący. Ciekawi mnie co się takiego stało na tym spotkaniu :) No cóż, cieszy mnie, że w końcu pojawiła się tu jakaś notka, wybacz, że po tak długim czasie piszę komentarz, ale nie wiedziałam, że coś tu jeszcze napisałaś. Życzę dużo weny oraz czekam na jakiś next. Pozdrawiam Patty.
OdpowiedzUsuń