Jechałam konno po pięknym, zielonym lesie, w otoczeniu
zwierząt. Wokół było słychać jedynie dźwięki lasu. Deliora, moja ukochana
klacz, nie reagowała na dzikie zwierzęta, które biegały pośród lasu. Było to
dość dziwne, ponieważ moja kobyłka zwykle jest dość nerwowa. Zamknęłam oczy i
położyłam się na jej grzbiecie, pozwalając, by niosła mnie w siną dal. Byłam w
swego rodzaju raju. Chciałabym zostać tam wiecznie.
Nagle moje uszy wypełniło dzwonienie budzika. Otworzyłam
oczy szeroko. Moim błękitnym oczom ukazał się szary sufit mojego pokoju. No
tak, kolejny piękny sen. Wyjrzałam przez okno, patrząc na stajnię. Była może 6
nad ranem, ale ja jestem przyzwyczajona do wczesnego wstawania. Ubrałam się
szybko, założyłam kalosze, bryczesy i jakąkolwiek koszulkę. Zeszłam na dół,
ziewając głośno. Wszyscy jeszcze spali. Wypiłam szybko kawę i po chwili biegłam
już do stajni, gdzie stała moja kobyła. Gdy tylko uchyliłam drzwi, wpuszczając
nieco światła do boksów koni, Deliora już czuwała ze swym czarnym łbem. Zarżała
radośnie; zawsze tak reagowała. Dołożyłam jej siana do boksu. Patrzyłam, jak
łakomie zżera swoje jedzenie. Rzuciłam jej marchewkę do boksu i poszłam
nakarmić Kaniona, który należał do taty, oraz Rapsodię, klacz mamy. Z tego
wszystkiego sama zgłodniałam, więc pobiegłam znów do domu. Zjadłam śniadanie,
naszykowałam się do szkoły, spędzając w łazience pół godziny. W końcu szkolna
gwiazda musi dobrze wyglądać. Poszłam zaraz potem do garażu i wsiadłam na
mojego innego konia - mechanicznego. Założyłam kask na głowę i pojechałam do
szkoły. Wiele osób, najwięcej chłopaków, zazdrościło mi mojego motocykla. Ale
co poradzę, że lubię konie? I te mechaniczne i te żywe. A najlepsze jest to, że
dziki pęd mojej maszyny, idealnie układa mi włosy.
Dzień w szkole należał do kolejnych nudnych dni. Kartkówki,
sprawdziany... Taka norma. Po kilku godzinach męczarni nadeszła kolej na
ostatnią lekcję - chemię. Usiadłam pod klasą, gdy podszedł do mnie Eryk.
-To co, dzisiaj to co zwykle? - spytał, z przebiegłym
uśmiechem.
-Oczywiście, nie odpuszczę tej wrednej babie. - mruknęłam.
Zadzwonił tak dobrze nam znany dzwonek. Przyszła nasza
chemiczka, idealnie wyprostowana, trzymając dziennik w ręce. Wpuściła nas do
klasy, usiadłam w ostatniej ławce, gdy ona się odezwała:
-Panna Annabeth usiądzie dzisiaj w pierwszej ławce.
-Chyba pani śni. - odrzekłam, patrząc na nią spod
przymrużonych powiek. Położyłam torbę na biurku i rozpakowałam książki,
rzucając je z hukiem.
-Nie zamierzam powtarzać. - powiedziała oschle nauczycielka.
-Ja także. - i usiadłam w ławce. Wyjęłam pilniczek do
paznokci i zaczęłam je piłować. Rzecz jasna, robiłam to tylko po to, by ją
zdenerwować.
Nienawiść między nami tylko się pogłębiała. Nigdy jej nie
polubię.
-W takim razie zapraszam cię do odpowiedzi na środek. Bez
poprawy.-odrzekła.
Wstałam godnie z ławki. Przeszłam przez całą klasę, a
wszyscy skupili wzrok na mnie i chemiczce.
-Chciałabym zauważyć, że nie pozwoliłam pani zwracać się do
mnie na "ty". - odpowiedziałam. Wojna pomiędzy mną a nauczycielką
trwała od pierwszego dnia.
Zaczęła mi zadawać pytania na temat chemii. Na wszystko
znałam odpowiedź, a raczej znała ją moja ściąga na ręce. Wiedziałam, że pójdę
do odpowiedzi, więc się przygotowałam. Udając, że wciąż piłuję te paznokcie,
tak naprawdę czytałam odpowiedzi. Naiwna nauczycielka nie zauważyła tego.
-Siadaj. - rzekła w końcu.
-A co dostałam? - zapytałam, z udawaną słodyczą w głosie.
-Piątkę. - wymamrotała wyraźnie zdenerwowana chemiczka. Tak,
udało mi się.
Reszta lekcji minęła zwyczajnie, ja miałam ją gdzieś i ona
mnie. Gdy zadzwonił dzwonek już mnie nie było w sali.
W szatni złapał mnie Eryk.
-Klasa dziewczyno! - powiedział, uśmiechając się szeroko. -
To było epickie!
-Dzięki. - rzuciłam, uśmiechając się lekko. Wyszłam na
parking przed szkołą i podeszłam do mojego motocykla. Założyłam kask i już
miałam ruszać, gdy dostrzegłam karteczkę, doczepioną do stacyjki. Zmarszczyłam
brwi i przeczytałam, co na niej pisze:
"Uważaj, bo
Twoja zbytnia pewność siebie kiedyś może Cię zgubić.
~Przyjaciel na wieki, od wieków.
~Przyjaciel na wieki, od wieków.
Chwile patrzyłam się na karteczkę. Nie wiedziałam, co o tym
myśleć. W końcu podarłam ją i rzuciłam na wiatr. Nie dam się zastraszyć.
Odpaliłam motocykl i ruszyłam, przez chwile unosząc przednie koło na pół metra.
Chłopaki stali na schodach, wpatrując się we mnie, z podziwem i zazdrością.
Dotarłam do domu i odstawiłam pojazd do garażu. Zdjęłam kask, po czym poszłam
szybko do domu. Przebrałam się szybko, a potem pobiegłam do stajni. Osiodłałam
Deliorę. Wsiadłam szybko na jej grzbiet i pojechałyśmy, byle jak najdalej. W głowie
ciągle mi siedziała przestroga, którą dzisiaj otrzymałam. Pozwoliłam mej
kobyłce jechać, gdzie chce.
Po 3 godzinach jazdy po polach, musiałam wrócić do domu.
Dojechałam w galopie na podwórko. Zgrabnie zeskoczyłam z grzbietu klaczy, którą
szybko wyczyściłam i wprowadziłam do boksu, dając jej trochę siana. Nie
zauważyłam Kaniona i Rapsodii, więc pewnie rodzice też się wybrali na
przejażdżkę. Poszłam do domu, gdzie zastałam jeszcze ciepły obiad. Zjadłam na
szybko i poszłam na górę. Na samym środku pokoju była karteczka, przyklejona do
kamienia. Podniosłam ją i przeczytałam.
"Oj, oj. Nie
ładnie tak ignorować starego przyjaciela"
Przyjrzałam się jej uważnie. Nie była ona wydrukowana, a
mimo tego napisana niezwykle staranną kaligrafią.
-Ann, nie panikuj. - mruknęłam cicho. Podarłam karteczkę. Usiadłam na łóżku, zastanawiając się usilnie, kto to mógł być. Przecież nie on... Nie, to by było niemożliwe. A jeśli jednak znalazł sposób... Skarciłam się, że w ogóle mogłam tak pomyśleć. Moje usilne rozmyślania, przerwało pukanie do drzwi.
-Ann, nie panikuj. - mruknęłam cicho. Podarłam karteczkę. Usiadłam na łóżku, zastanawiając się usilnie, kto to mógł być. Przecież nie on... Nie, to by było niemożliwe. A jeśli jednak znalazł sposób... Skarciłam się, że w ogóle mogłam tak pomyśleć. Moje usilne rozmyślania, przerwało pukanie do drzwi.
-Proszę! - powiedziałam, a do pokoju weszła mama.
-Właśnie wróciliśmy z przejażdżki i jedziemy zaraz do
sklepu. Potrzebujesz czegoś? - zapytała.
-Nie, dziękuję. - rzekłam i lekko się uśmiechnęłam. Mama
wyszła, zamykając drzwi. Po chwili usłyszałam, że rodzice wyjeżdżają spod domu.
Patrzyłam się chwilę przez okno. Eh... Jaka szkoda, że oni o niczym nie
wiedzą... I chyba nigdy się nie dowiedzą. Położyłam się na łóżku, myśląc o tych
karteczkach. Co to u licha ma być?! Nagle usłyszałam jakiś dźwięk. Wstrzymałam
oddech i przymknęłam oczy. Ktoś wchodził na górę. Zastanowiło mnie to, że mimo
alarmów, on się tu dostał. Złapałam za pierwsze co miałam pod ręką - wypadło na
lampkę. Podeszłam bliżej drzwi, które delikatnie się uchyliły. Stanęłam tak, by
włamywacz początkowo mnie nie widział. Poczekałam, aż otworzy szerzej drzwi i
gdy tylko pokazała się jego głowa, bez patrzenia uderzyłam. Jednak... jednak
jedyne co, to uderzyłam w powietrze. Zdziwiłam się i otworzyłam oczy. Przede
mną stał chłopak, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Wyglądał na mój wiek,
może więcej. Był nieziemsko przystojny.
-Naiwna dziewczyna. Myślałem, że przez te kilka wieków
nauczyłaś się czegoś więcej. - mruknął głębokim basem.
-Co... co ty tu robisz? - wyjąkałam, cofając się.
-Nie bój się. Nic ci nie zrobię. - powiedział. Uśmiechnął
się lekko, jednak ten uśmiech zmroził mi krew w żyłach.
-Czego chcesz?! - wykrzyczałam, trzęsąc się.
-Jesteś jedną z nielicznych osób, które wiedzą o tym. Dobrze
wiesz, o co chodzi. I przy tym jesteś jedyną osobą, która żyje.
-Nic ci nie powiem. - rzekłam, opanowując trzęsące się ręce.
-Nie po to przyszedłem. Chciałem tylko powiedzieć, że w
najbliższym czasie będziemy się częściej widywać.
Zmarszczyłam brwi.
-Niby po co mamy się widywać?
-Bo sama nie dasz rady utrzymać tajemnicy. Chyba świetnie
się orientujesz, że jeśli ta informacja wpadnie w niepowołane ręce, to może być
nieciekawie.
-Wybacz, kilkaset lat już pilnuję jej i jak na razie mi się
udaje. Myślę, że pociągnę jeszcze kilka wieków. - oznajmiłam oschle, nabierając
pewności siebie.
-Też bym wolał tu nie wracać. - mruknął. - A więc, do
zobaczenia.
Po tych słowach rozpłynął się w powietrzu. Rzuciłam lampkę
na ziemię i położyłam się na łóżku. Co to w ogóle miało być?! Leżąc i myśląc o
tym, zasnęłam.
Łapcie 1. rozdział, a żeby był 2. to poproszę 8 komentarzy :D
Łapcie 1. rozdział, a żeby był 2. to poproszę 8 komentarzy :D
No więc... Rozdział nawet nawet :P Na razie trochę przymula, ale jak to zwykle początki. Obrona lampką? Jak pomysłowo, ja bym pewnie chwyciła igłę, którą mam na stoliku przy łóżku xD No nic, pozostaje czekać na więcej i życzyć ci weny ;D
OdpowiedzUsuń8? Nie za dobrze ci? xD
Uzbiera się osiem... W razie co, to mogę drugie tyle naspamować ^^
OdpowiedzUsuńMa się tytuł spamera, w końcu...xD
A bo to jeden spamer tu urzęduje?
OdpowiedzUsuńZ tego co mi wiadomo, większość to rasowi spamerzy, więc może być tak, że na przykład jutro, będzie tu nasz spami. :'D
Co do rozdziału... Ekhmm... Ty się czuj zaszczycona, bo wiadomo, że ja od czytania stronię, a tu czytam.
Eh, sami spamerzy, osiem się uzbiera w kilka sekund :P No, chyba pamiętasz jak to nas pół administracji przeklneła (jeśli istnieje takie słowo xP) za nasz spam xD
OdpowiedzUsuńJa chcem więcej! I to szybko! ;-;
Rosalie przybywa.
OdpowiedzUsuńCzłowieku. Kobieto. Demonie! PISZ WIĘCEJ BO SIĘ POWIESZĘ! POWIESZĘ!!! *_*
Wow! Bardzo fajne opowiadanie! Moja droga, dawaj więcej! :D
OdpowiedzUsuńWIĘCEJJJ!!! >:D
OdpowiedzUsuńDobra, niech Wam bd, postaraliście się i tak xD
OdpowiedzUsuńJak tylko dokończę drugi rozdział (prawdopodobnie w tym tyg) to wstawię Wam tutaj :3
Piękne i wciągające :)
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo :)
Usuń