środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział Pierwszy

Jechałam konno po pięknym, zielonym lesie, w otoczeniu zwierząt. Wokół było słychać jedynie dźwięki lasu. Deliora, moja ukochana klacz, nie reagowała na dzikie zwierzęta, które biegały pośród lasu. Było to dość dziwne, ponieważ moja kobyłka zwykle jest dość nerwowa. Zamknęłam oczy i położyłam się na jej grzbiecie, pozwalając, by niosła mnie w siną dal. Byłam w swego rodzaju raju. Chciałabym zostać tam wiecznie.
Nagle moje uszy wypełniło dzwonienie budzika. Otworzyłam oczy szeroko. Moim błękitnym oczom ukazał się szary sufit mojego pokoju. No tak, kolejny piękny sen. Wyjrzałam przez okno, patrząc na stajnię. Była może 6 nad ranem, ale ja jestem przyzwyczajona do wczesnego wstawania. Ubrałam się szybko, założyłam kalosze, bryczesy i jakąkolwiek koszulkę. Zeszłam na dół, ziewając głośno. Wszyscy jeszcze spali. Wypiłam szybko kawę i po chwili biegłam już do stajni, gdzie stała moja kobyła. Gdy tylko uchyliłam drzwi, wpuszczając nieco światła do boksów koni, Deliora już czuwała ze swym czarnym łbem. Zarżała radośnie; zawsze tak reagowała. Dołożyłam jej siana do boksu. Patrzyłam, jak łakomie zżera swoje jedzenie. Rzuciłam jej marchewkę do boksu i poszłam nakarmić Kaniona, który należał do taty, oraz Rapsodię, klacz mamy. Z tego wszystkiego sama zgłodniałam, więc pobiegłam znów do domu. Zjadłam śniadanie, naszykowałam się do szkoły, spędzając w łazience pół godziny. W końcu szkolna gwiazda musi dobrze wyglądać. Poszłam zaraz potem do garażu i wsiadłam na mojego innego konia - mechanicznego. Założyłam kask na głowę i pojechałam do szkoły. Wiele osób, najwięcej chłopaków, zazdrościło mi mojego motocykla. Ale co poradzę, że lubię konie? I te mechaniczne i te żywe. A najlepsze jest to, że dziki pęd mojej maszyny, idealnie układa mi włosy.
Dzień w szkole należał do kolejnych nudnych dni. Kartkówki, sprawdziany... Taka norma. Po kilku godzinach męczarni nadeszła kolej na ostatnią lekcję - chemię. Usiadłam pod klasą, gdy podszedł do mnie Eryk.
-To co, dzisiaj to co zwykle? - spytał, z przebiegłym uśmiechem.
-Oczywiście, nie odpuszczę tej wrednej babie. - mruknęłam.
Zadzwonił tak dobrze nam znany dzwonek. Przyszła nasza chemiczka, idealnie wyprostowana, trzymając dziennik w ręce. Wpuściła nas do klasy, usiadłam w ostatniej ławce, gdy ona się odezwała:
-Panna Annabeth usiądzie dzisiaj w pierwszej ławce.
-Chyba pani śni. - odrzekłam, patrząc na nią spod przymrużonych powiek. Położyłam torbę na biurku i rozpakowałam książki, rzucając je z hukiem.
-Nie zamierzam powtarzać. - powiedziała oschle nauczycielka.
-Ja także. - i usiadłam w ławce. Wyjęłam pilniczek do paznokci i zaczęłam je piłować. Rzecz jasna, robiłam to tylko po to, by ją zdenerwować.
Nienawiść między nami tylko się pogłębiała. Nigdy jej nie polubię.
-W takim razie zapraszam cię do odpowiedzi na środek. Bez poprawy.-odrzekła.
Wstałam godnie z ławki. Przeszłam przez całą klasę, a wszyscy skupili wzrok na mnie i chemiczce.
-Chciałabym zauważyć, że nie pozwoliłam pani zwracać się do mnie na "ty". - odpowiedziałam. Wojna pomiędzy mną a nauczycielką trwała od pierwszego dnia.
Zaczęła mi zadawać pytania na temat chemii. Na wszystko znałam odpowiedź, a raczej znała ją moja ściąga na ręce. Wiedziałam, że pójdę do odpowiedzi, więc się przygotowałam. Udając, że wciąż piłuję te paznokcie, tak naprawdę czytałam odpowiedzi. Naiwna nauczycielka nie zauważyła tego.
-Siadaj. - rzekła w końcu.
-A co dostałam? - zapytałam, z udawaną słodyczą w głosie.
-Piątkę. - wymamrotała wyraźnie zdenerwowana chemiczka. Tak, udało mi się.
Reszta lekcji minęła zwyczajnie, ja miałam ją gdzieś i ona mnie. Gdy zadzwonił dzwonek już mnie nie było w sali.
W szatni złapał mnie Eryk.
-Klasa dziewczyno! - powiedział, uśmiechając się szeroko. - To było epickie!
-Dzięki. - rzuciłam, uśmiechając się lekko. Wyszłam na parking przed szkołą i podeszłam do mojego motocykla. Założyłam kask i już miałam ruszać, gdy dostrzegłam karteczkę, doczepioną do stacyjki. Zmarszczyłam brwi i przeczytałam, co na niej pisze:

"Uważaj, bo Twoja zbytnia pewność siebie kiedyś może Cię zgubić.
~Przyjaciel na wieki, od wieków.

Chwile patrzyłam się na karteczkę. Nie wiedziałam, co o tym myśleć. W końcu podarłam ją i rzuciłam na wiatr. Nie dam się zastraszyć. Odpaliłam motocykl i ruszyłam, przez chwile unosząc przednie koło na pół metra. Chłopaki stali na schodach, wpatrując się we mnie, z podziwem i zazdrością. Dotarłam do domu i odstawiłam pojazd do garażu. Zdjęłam kask, po czym poszłam szybko do domu. Przebrałam się szybko, a potem pobiegłam do stajni. Osiodłałam Deliorę. Wsiadłam szybko na jej grzbiet i pojechałyśmy, byle jak najdalej. W głowie ciągle mi siedziała przestroga, którą dzisiaj otrzymałam. Pozwoliłam mej kobyłce jechać, gdzie chce.
Po 3 godzinach jazdy po polach, musiałam wrócić do domu. Dojechałam w galopie na podwórko. Zgrabnie zeskoczyłam z grzbietu klaczy, którą szybko wyczyściłam i wprowadziłam do boksu, dając jej trochę siana. Nie zauważyłam Kaniona i Rapsodii, więc pewnie rodzice też się wybrali na przejażdżkę. Poszłam do domu, gdzie zastałam jeszcze ciepły obiad. Zjadłam na szybko i poszłam na górę. Na samym środku pokoju była karteczka, przyklejona do kamienia. Podniosłam ją i przeczytałam.

"Oj, oj. Nie ładnie tak ignorować starego przyjaciela"

Przyjrzałam się jej uważnie. Nie była ona wydrukowana, a mimo tego napisana niezwykle staranną kaligrafią.
-Ann, nie panikuj. - mruknęłam cicho. Podarłam karteczkę. Usiadłam na łóżku, zastanawiając się usilnie, kto to mógł być. Przecież nie on... Nie, to by było niemożliwe. A jeśli jednak znalazł sposób... Skarciłam się, że w ogóle mogłam tak pomyśleć. Moje usilne rozmyślania, przerwało pukanie do drzwi.
-Proszę! - powiedziałam, a do pokoju weszła mama.
-Właśnie wróciliśmy z przejażdżki i jedziemy zaraz do sklepu. Potrzebujesz czegoś? - zapytała.
-Nie, dziękuję. - rzekłam i lekko się uśmiechnęłam. Mama wyszła, zamykając drzwi. Po chwili usłyszałam, że rodzice wyjeżdżają spod domu. Patrzyłam się chwilę przez okno. Eh... Jaka szkoda, że oni o niczym nie wiedzą... I chyba nigdy się nie dowiedzą. Położyłam się na łóżku, myśląc o tych karteczkach. Co to u licha ma być?! Nagle usłyszałam jakiś dźwięk. Wstrzymałam oddech i przymknęłam oczy. Ktoś wchodził na górę. Zastanowiło mnie to, że mimo alarmów, on się tu dostał. Złapałam za pierwsze co miałam pod ręką - wypadło na lampkę. Podeszłam bliżej drzwi, które delikatnie się uchyliły. Stanęłam tak, by włamywacz początkowo mnie nie widział. Poczekałam, aż otworzy szerzej drzwi i gdy tylko pokazała się jego głowa, bez patrzenia uderzyłam. Jednak... jednak jedyne co, to uderzyłam w powietrze. Zdziwiłam się i otworzyłam oczy. Przede mną stał chłopak, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Wyglądał na mój wiek, może więcej. Był nieziemsko przystojny.
-Naiwna dziewczyna. Myślałem, że przez te kilka wieków nauczyłaś się czegoś więcej. - mruknął głębokim basem.
-Co... co ty tu robisz? - wyjąkałam, cofając się.
-Nie bój się. Nic ci nie zrobię. - powiedział. Uśmiechnął się lekko, jednak ten uśmiech zmroził mi krew w żyłach.
-Czego chcesz?! - wykrzyczałam, trzęsąc się.
-Jesteś jedną z nielicznych osób, które wiedzą o tym. Dobrze wiesz, o co chodzi. I przy tym jesteś jedyną osobą, która żyje.
-Nic ci nie powiem. - rzekłam, opanowując trzęsące się ręce.
-Nie po to przyszedłem. Chciałem tylko powiedzieć, że w najbliższym czasie będziemy się częściej widywać.
Zmarszczyłam brwi.
-Niby po co mamy się widywać?
-Bo sama nie dasz rady utrzymać tajemnicy. Chyba świetnie się orientujesz, że jeśli ta informacja wpadnie w niepowołane ręce, to może być nieciekawie.
-Wybacz, kilkaset lat już pilnuję jej i jak na razie mi się udaje. Myślę, że pociągnę jeszcze kilka wieków. - oznajmiłam oschle, nabierając pewności siebie.
-Też bym wolał tu nie wracać. - mruknął. - A więc, do zobaczenia.
Po tych słowach rozpłynął się w powietrzu. Rzuciłam lampkę na ziemię i położyłam się na łóżku. Co to w ogóle miało być?! Leżąc i myśląc o tym, zasnęłam.



Łapcie 1. rozdział, a żeby był 2. to poproszę 8 komentarzy :D

10 komentarzy:

  1. No więc... Rozdział nawet nawet :P Na razie trochę przymula, ale jak to zwykle początki. Obrona lampką? Jak pomysłowo, ja bym pewnie chwyciła igłę, którą mam na stoliku przy łóżku xD No nic, pozostaje czekać na więcej i życzyć ci weny ;D

    8? Nie za dobrze ci? xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Uzbiera się osiem... W razie co, to mogę drugie tyle naspamować ^^
    Ma się tytuł spamera, w końcu...xD

    OdpowiedzUsuń
  3. A bo to jeden spamer tu urzęduje?
    Z tego co mi wiadomo, większość to rasowi spamerzy, więc może być tak, że na przykład jutro, będzie tu nasz spami. :'D

    Co do rozdziału... Ekhmm... Ty się czuj zaszczycona, bo wiadomo, że ja od czytania stronię, a tu czytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Eh, sami spamerzy, osiem się uzbiera w kilka sekund :P No, chyba pamiętasz jak to nas pół administracji przeklneła (jeśli istnieje takie słowo xP) za nasz spam xD

    Ja chcem więcej! I to szybko! ;-;

    OdpowiedzUsuń
  5. Rosalie przybywa.

    Człowieku. Kobieto. Demonie! PISZ WIĘCEJ BO SIĘ POWIESZĘ! POWIESZĘ!!! *_*

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow! Bardzo fajne opowiadanie! Moja droga, dawaj więcej! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. WIĘCEJJJ!!! >:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobra, niech Wam bd, postaraliście się i tak xD
    Jak tylko dokończę drugi rozdział (prawdopodobnie w tym tyg) to wstawię Wam tutaj :3

    OdpowiedzUsuń