Kolejny dzień zaczął się jak każdy wcześniejszy. Wstałam
koło 6, ubrałam się, napiłam kawy i poszłam do stajni. Nakarmiłam konie,
patrząc przy okazji, czy nic im się nie stało. W końcu wypadki mogą się
przydarzyć zawsze. Nie zauważając nic specjalnego, poszłam znów do domu. Wraz z
rodzicami zjadłam śniadanie, naszykowałam się do szkoły, uświadamiając sobie,
że nie zrobiłam lekcji. Ups, trudno. Przepisze się na przerwie. Gdy byłam
gotowa poszłam do garażu, by jak co dzień przywitać się z moim motocyklem. Wzięłam
kask, założyłam go. Bezpieczeństwo przede wszystkim. Zauważyłam, że bak prawie
pusty. Oj tam, dojadę do szkoły, w drodze powrotnej zatankuję. Wyjechałam na
drogę i pojechałam, oczywiście niezbyt szanując zasady ruchu drogowego. Ale kto
w takim zadupiu szanowałby te zasady? A poza tym, zasady są po to, by je łamać,
nieprawdaż?
Zaparkowałam na parkingu, zdjęłam kask i przeczesałam ręką
włosy.
-Hej. - usłyszałam za sobą znajomy głos. Odwróciłam się.
Przed moimi oczami ukazał się chłopak z mojego pokoju. - To tak teraz
przyjeżdża się do szkoły?
-Nie, tak przyjeżdżają tylko ci najlepsi. - mruknęłam. Mimo
jego nieziemskiego wyglądu, nie lubiłam go. Stanowczym krokiem ruszyłam w
kierunku szkoły. On poszedł za mną i złapał mnie za ramię, gdy stałam przy
wejściu. Kilka dziewczyn wpatrywało się we mnie z zazdrością w oczach. Ha,
czyli jednak jest jakiś plus pojawienia się go tutaj.
-Poczekaj. Musisz zrozumieć, że w najbliższym czasie
będziemy się dużo częściej spotkać, więc radze ci przyzwyczaić się do mnie. -
po tych słowach poszedł do szkoły, a ja za nim. W szafce zostawiłam kilka
książek i poszłam pod klasę. Nie zdążyłam usiąść, gdy zadzwonił dzwonek.
-Hej, Ann! - usłyszałam wołanie. Odwróciłam się do mojej
najlepszej przyjaciółki - Hanny. Uśmiechnęłam się do niej, a ona szturchnęła
mnie łokciem.-Co to był za przystojniak przed szkołą?
Jej ton wyraźnie żądał wyjaśnień, ze wszystkimi szczegółami.
Uświadomiłam sobie, że nie wiem, jak on ma na imię. Gdy powiedziałam to Han,
zaśmiała się.
-Serio? Wyglądaliście, jakbyście znali się od lat! -
oznajmiła.
-Tak naprawdę znam go od wczoraj. - tylko tyle powiedziałam,
bo potem przyszła nauczycielka. Weszłyśmy do klasy i usiadłam na swoim miejscu,
jak zawsze sama. Po chwili do klasy ktoś gwałtownie wszedł. Podniosłam wzrok i
ujrzałam go.
-O proszę, nasz spóźnialski. - rzekła wychowawczyni. -
Poznajcie proszę waszego nowego kolegę, Azazela.
Gdy nauczycielka wypowiedziała jego imię, część klasy
zaczęła się cicho śmiać.
-Cisza! - krzyknęła. - Azazelu, usiądź proszę tam na końcu klasy.
- rzekła i wskazała miejsce obok mnie. Zacisnęłam zęby i spojrzałam na niego.
Usiadł obok, rzucając torbę na ziemię.
-Serio musiałeś się tu przepisać?! - syknęłam do niego. - A
tak poza tym, będąc w dzisiejszych czasach, mógłbyś wybrać nieco mniej wyróżniające
się imię.
-Mówiłem ci, że będziemy się częściej widywać. - drugą uwagę
puścił mimo uszu.
Mruknęłam coś pod nosem i odwróciłam się od Azazela. Po
drodze spotkałam wzrok Han. Uśmiechnęła się znacząco, a ja chciałam już jej
pokazać środkowego palca. Wiedziałam, co myślała.
Reszta lekcji minęła normalnie, o ile tak można nazwać
towarzystwo kilkuset letniego chłopaka na każdych zajęciach.
W końcu skończyła się ostatnia lekcja. Wyszłam szybko ze
szkoły i już miałam jechać, gdy ktoś położył rękę na moim ramieniu. Myślałam,
że to kolejny fan motoryzacji, który chce się spytać o moją maszynę.
Westchnęłam i odwróciłam się.
-Co chcesz wiedzieć? - mruknęłam, jednak uświadomiłam sobie,
że to Azazel.
-Najlepiej to twoje imię, bo jeszcze się nie dowiedziałem.
-Annabeth. - przewróciłam oczami.
-Ładne imię. - odrzekł.
-Dzięki. - powiedziałam. - Mogę już jechać?
-Ze mną zawsze.
-A bez ciebie? - znów przewróciłam oczami.
-Nie.
-No to masz problem. - uśmiechnęłam się złośliwie, założyłam
kask i wsiadłam. Odpaliłam motocykl, gdy on usiadł za mną. Odwróciłam się.
-A co ty odwalasz? - spytałam przez kask.
-Jadę z tobą.- już miałam zaprotestować, gdy nagle wpadł mi
do głowy pomysł.
-Okey. - odrzekłam, jakby nigdy nic. Dodałam gazu i
podniosłam przednie koło przy ruszaniu. Usłyszałam krzyk i cichy łomot.
Odwróciłam się, a na ustach, choć nie było tego widać przez kask, miałam
triumfujący uśmiech.
-Ojej, chyba nie wytrzymujesz mojego tempa. - zaśmiałam się
i odjechałam z piskiem opon. Nawet nie wiedziałam, dlaczego go tak nie lubię.
Niby nie zrobił mi nic złego... Azazel coś tam jeszcze krzyczał, ale ja go już
nie słuchałam.
Byłam w połowie drogi, jadąc oczywiście kilka razy za
szybko, gdy coś uderzyło we mnie. Nie wiedziałam, co się dzieje. Straciłam
panowanie nad maszyną i moja pierwsza myśl - znowu umrę z głupiego powodu. Nie
miałam szans na ratunek. Pogodziłam się już z tym i przygotowałam na kolejną
śmierć. Ale zamiast tego nastała ciemność.
Otworzyłam najpierw jedno oko. Potem drugie. I tak mi to nic
nie dało, bo otaczała mnie ciemność. Podniosłam się, a obok mnie leżała kromka
chleba i szklanka wody. W pomieszczeniu panował półmrok, więc musiałam odczekać
chwilę, zanim wzrok przyzwyczaił się do tego.
Byłam w niewielkim pokoju, jedynie z łóżkiem i małym
stoliczkiem. Moja torba wciąż tu była, telefon miałam w kieszeni. Wyjęłam go,
jednak nie miałam zasięgu. Świetnie. Wstałam i podeszłam do drzwi. O dziwo,
były otwarte. Po cichu poszłam korytarzem, gdy usłyszałam rozmowę:
-...wypuścić.-usłyszałam głos pierwszego mężczyzny
-Chyba cię pogrzało. - drugi mężczyzna się odezwał.
-Widziałeś przed szkołą, kogo jej przydzielili?
-Tak, i co z tego?
-Azazel jest najsilniejszym ochroniarzem w gwardii. - po
tych słowach miałam ochotę się roześmiać w cały głos. Cudem się chyba
powstrzymałam. Najsilniejszy ochroniarz, a na motocyklu nie umie się utrzymać!
No błagam was!
-Ale jakbyś nie zauważył, to go tutaj nie ma.
-Ale jak przybędzie, to powstanie niemały problem.
Zaraz potem zaczęli szeptać. Usłyszałam szurnięcia krzeseł.
Przestraszyłam się i poszłam szybko do siebie. Zamknęłam cicho drzwi i zdążyłam
usiąść na łóżku, gdy jeden z mężczyzn otworzył je gwałtownie.
-Zabieraj rzeczy i chodź. - warknął. Zabrałam torbę i
poszłam posłusznie za nim. Prowadził mnie przez masę korytarzy. W końcu
znaleźliśmy schody w górę. Weszliśmy na górę, a na ich szczycie były drzwi.
Otworzył je, a słońce oślepiło mnie. Przymrużyłam oczy i zobaczyłam swój
motocykl, bez żadnej ryski
-Jedź. Ale to już. - mruknął i zatrzasnął drzwi. Podeszłam
do maszyny. Na siedzeniu był kask, w nienaruszonym stanie. Nie zastanawiałam
się nad tym długo. Bak był pełny, co mnie bardzo zdziwiło. Założyłam kask i
wsiadłam. Odpaliłam motor i ruszyłam. Nie wiedziałam, gdzie jechać, więc
skierowałam się tam, gdzie serce mi kazało. Po dłuższej chwili jazdy oprócz
ryku mojego motocykla, usłyszałam inny motor, który po krótkiej chwili mnie
wyprzedził. Już chciałam go z gracją minąć i wbijać kolejny bieg, gdy on nagle
się przede mną zatrzymał. Z piskiem opon zahamowałam. Zdjęłam kask i zaczęłam
wrzeszczeć. Musiałam dać upust swoim uczuciom.
-Pochrzaniło cię do reszty?! Nie wiesz, jak się jeździ? To
nie jeźdź wcale!
-Annabeth, uspokój się. - mruknął ktoś spod kasku,
Oczywiście dość znajomy głos. Mój ukochany kolega z ławki!
-Azazel?! - spytałam i prychnęłam. Już zaczęłam zakładać
kask, by pojechać dalej, gdy on złapał mnie za ramię.
-Nie powinnaś tak ryzykować. Miałaś szczęście, że widzieli
cię ze mną.
-Szczęście. - ponownie prychnęłam. Założyłam kask i
odjechałam, z szaloną prędkością. Nie wiedziałam, gdzie jadę, jednak po kilku,
może kilkunastu minutach, zaczęłam rozpoznawać okolicę. Dotarłam w końcu do
domu, jednak było bardzo późno. Rodzice spokojnie spali, co mnie zdziwiło. Zwykle
troszczyli się o mnie, a każdą minutę spóźnienia wypominali mi przez następny
miesiąc. Poszłam do siebie, rzuciłam torbę i położyłam się na łóżku.
-Ale dziwny dzień... - wymamrotałam. A co najlepsze, nie
wiedziałam, że najdziwniejsze przede mną.
Dziękuję wszystkim, którzy się udzielali :)
Teraz postawię Wam to samo zadanie - 8 komentarzy!
PS: Przepraszam, że tak późno, ale wiecie, wakacje,
wyjazdy... Jednak w końcu napisałam :D
Azazel... sooo cuuuteee *u* Hahaha xD Skąd to imię wytrzasnęłaś? Wciskałaś klawisze na klawiaturze z zamkniętymi oczami? :D Niezły pomysł, haha :D
OdpowiedzUsuńOgółem jest ciekawie i czekam na jakieś dłuższe rozdziały, w których w końcu dowiemy się czegoś więcej, bo intryguje :D
"...złapał mnie za ramię...", "...położył rękę na moim ramieniu.", "...złapał mnie za ramię." :D Wymyśl coś innego xD Taka dobra rada, haha :D
Maszaj nominację do Liebster Blog Award :) Informacje i moje pytania:
Usuńhttp://keep-ya-far.blogspot.com/2014/08/liebster-blog-award-1.html
Czekamy na ten trzeci rozdział, hahaha :D
Co do Azazela skojarzyło mi się jego imię z Zazu z Króla Lwa xD
UsuńTo nie z Króla Lwa xD
UsuńSzczekam... Znaczy, czekam, na więcej xD
OdpowiedzUsuńNareszcie! Je chcę więcej! <3 ;-;
OdpowiedzUsuńNo dalej spamerzy! Weźcie się w garść i komentujcie ;-;
OdpowiedzUsuńJeju! Sorry, że tak długo, ale już komentuje!
OdpowiedzUsuńSupeeeer! Tyle tylko potrafię z sb wykrztusić! :o
Ej, już jeeeest... Daaawaaaaaaaj trzeeeeeciiiii... FOCH!
OdpowiedzUsuńNie liczę komentarzy od tych samych osób ;)
UsuńPo prostu chce wiedzieć, że ktoś więcej na to czeka, żeby nie było, że piszę na próżno